Skazana na zielony piec
przez wszystkie tygodnie gorączki
mówiła

Ten piec jest martwy
napalcie w nim

Uśmiechali się

Nie pali się w piecu
latem

Zamykała oczy
lecz piec trwał
pod powiekami

Oczy jej stawały się
zimne i lśniące
jak kafle

Dnia jednego
znaleziono ją
pod zielonym piecem
przerzucającą
z ręki do ręki
rozpalone węgle


Idzie ulicą
jakby tańczyła
na baletowym popisie

Uśmiecha się
do dziecka w wózku
do wróbla
który stracił ogon

Te kropki na sukience
myśli
mają kolor jego oczu

Od rana powtarza
najmilsze imię
i wychodzi z domu
w jednej pończosze