Boję się
kiedy odchodzisz
za granatowy mur
snu
gdzie kwitną
twoje tulipany
a jaskółki siadają
na księżycowych drutach
których nigdy
nie zobaczymy razem
Chodzisz tam
ze mną
zupełnie mi nie znaną
tylko twoją
Przytuleni
wyłuskujecie
z czarnego słonecznika
cierpkie ziarnka
snu
Zazdrosna o siebie
wiem
nawet gdy otworzę
furtki twoich powiek
nie przejdę przez nie
na drugą stronę
muru
Skazana na zielony piec
przez wszystkie tygodnie gorączki
mówiła
Ten piec jest martwy
napalcie w nim
Uśmiechali się
Nie pali się w piecu
latem
Zamykała oczy
lecz piec trwał
pod powiekami
Oczy jej stawały się
zimne i lśniące
jak kafle
Dnia jednego
znaleziono ją
pod zielonym piecem
przerzucającą
z ręki do ręki
rozpalone węgle