W nim 
zawiązuje się
owoc żywota

Wielka sina śliwka
człowiecza
zaplątana
we fioletowe łodygi

Elastyczny
rozciąga się
rozszerza
napina
półkolistym łukiem
jak sklepienia
romańskich świątyń

Ogromnieje
z dnia
na zdzień

Jedyne prawdziwe
źródło nieskończoności

Worek życia

Przez zarazy
głody
wojny
niesie początek świata


Tu się wszystko zaczyna
i wszystko kończy

Obnażone ciało
nie służy
pieszczotom

Rozwarte uda
nie oczekują
rozkoszy

Cieniutkie trawy
miłosci
zamieniły się
w sine wodorosty
Szept najcichszy
w krzyk

Zęby rysują
na skórze
czerwone półksiężyce

Samica gryzie
własne łapy

Nie gaśnie
czarne piekło
brzucha

Pod napalmem bólu
rozpada się
wstyd i godność

Białe ściany
białe fartuchy
patrzą obojętnie
jak ludzkie zwierzę
uczy się wyć
Jak rośnie w nim
nienawiść
do nasienia nadziei

Wrośnięte korzeniami
w ciemność
nie chce wyjść
na światło

Jakby wiedziało
że rodzi się po to
żeby umierać