W nim
zawiązuje się
owoc żywota
Wielka sina śliwka
człowiecza
zaplątana
we fioletowe łodygi
Elastyczny
rozciąga się
rozszerza
napina
półkolistym łukiem
jak sklepienia
romańskich świątyń
Ogromnieje
z dnia
na zdzień
Jedyne prawdziwe
źródło nieskończoności
Worek życia
Przez zarazy
głody
wojny
niesie początek świata
Zawieszona
nad głęboką ulicą
uczepiona
żelaznej skały
balkonu
bała się zejść
w dół
Myślała
zatopią mnie fale
zimnych uśmiechów
obojętnych spojrzeń
Wreszcie
bardzo ostrożnie
po drabinie
czułych rzęs
Dno ulicy
było ciepłe
Kobiety niosły
w dużych brzuchach
owoce zmroków
Dziewczęta zakwitały
w dłoniach ukochanych
jak czereśnie
Mali chłopcy galopowali
na gorących koniach
wiatru
Można było
nieść na głowie
słońce
Nikt nie pokazywał
palcami