W nim 
zawiązuje się
owoc żywota

Wielka sina śliwka
człowiecza
zaplątana
we fioletowe łodygi

Elastyczny
rozciąga się
rozszerza
napina
półkolistym łukiem
jak sklepienia
romańskich świątyń

Ogromnieje
z dnia
na zdzień

Jedyne prawdziwe
źródło nieskończoności

Worek życia

Przez zarazy
głody
wojny
niesie początek świata


Z płonącą świecą 
na odwróconej dłoni
płynęła
czarnym powietrzem sceny
jak kolorowa ćma

Unosiła się na palcach
co raz wyżej
wśród nie istniejących gałęzi
Może na liściu
albo na piórku ptaka
zawisł
ten zagubiony pierścień

Cieniutka nitka płomienia
oplatywała swoje biodra

Może w zielonych fałdach
sukni
ukrył się pierścień

Giętkie jej palce rozdzielały
niewidzialne pasemka trawy
skrzydełka śpiących świerszczy

Nisko nad ziemią rysowała
ostatnie koła blasku
zagubiona
wśród czarnych traw
jak jej zaręczynowy pierścień

Nieruchomiała
jak zmęczony ptak

Nawet kiedy wybuchły oklaski
trwała nieruchoma
z twarzą przytuloną
do niewidzialnych kaczeńców