W nim
zawiązuje się
owoc żywota
Wielka sina śliwka
człowiecza
zaplątana
we fioletowe łodygi
Elastyczny
rozciąga się
rozszerza
napina
półkolistym łukiem
jak sklepienia
romańskich świątyń
Ogromnieje
z dnia
na zdzień
Jedyne prawdziwe
źródło nieskończoności
Worek życia
Przez zarazy
głody
wojny
niesie początek świata
Codziennie szukam siebie
ja obcy sobie człowiek
uległy barwom
dźwiękom
ciszy
Podporządkowany swoim oczom
i rękom
które wzrusza
miękkość ptasiego pióra
Codziennie siebie szukam
Gdy jestem już blisko
staję nagle bezradna
nad żółtym mleczem
napotkanym po drodze
Myślałam
może kiedy przyjdziesz
odszukam siebie
Ale zanurzona
w twoich dłoniach
znalazłam tylko
własną skórę