W nim
zawiązuje się
owoc żywota
Wielka sina śliwka
człowiecza
zaplątana
we fioletowe łodygi
Elastyczny
rozciąga się
rozszerza
napina
półkolistym łukiem
jak sklepienia
romańskich świątyń
Ogromnieje
z dnia
na zdzień
Jedyne prawdziwe
źródło nieskończoności
Worek życia
Przez zarazy
głody
wojny
niesie początek świata
Pocałunki ukryte
w granatowym krzaku
w koszu deszczu
Cicho
Ktoś idzie
Serce Ciemnej Bramy
Zmiłuj sie nad nimi
Pocałunki krople słońca
Nieskończoność
pachnie macierzanką
Pocałunki gorace skrzydło ognia
im uległe powietrze
noc
dzień
Poza nimi nie ma
ani ziemi
ani nieba
ani samotności
Pocałunki puch topoli
Śpij spokojnie
Jestem z tobą
Będę z tobą
gdy odejdzie mrok
Pocałunki srebrne
siadające na włosach
jak szron
Pocałunki daremne
Zaciskasz powieki
Nie oszukasz
Pocałunki czarne
oplątane ciasno
sznurkami lotów nietoperzy
żeby nie uciec
Zziębnięci
pod przydrożną kapliczką
w noc
kiedy fiołki z zimna dygocą
zawijali się szczelnie
ciepłem swoich ramion
Wiatr strącał im
na głowy gwiazdy
które osiadały
we włosach jak szron
Zazdrościli Matce Boskiej
patrzyła słuchała
wyszła z kapliczki
iść im ze sobą kazała
poszli prze rowy
kaczeńców żółtych pełne
przez płoty
z księżycowego drutu
nad zielony staw
Do stodoły
ciepłej i złotej
jak słoma
Marka Boska
sowę wrzeszczącą
z dachu zdjęła
Odeszła uśmiechnięta
ze zgorszoną sową
pod pachą