Żółte wino
mieszka w nas
Po każdym kieliszku
stajemy się coraz lepsi
Po całej butelce
będziemy jak święci niebiescy
Głaszczesz moją rękę
Muzykanci wzlatują
do nieba
na złotych trąbach
i spadają na ziemię
z hukiem bębnów
Podłoga ugina się
jak obłok
Na ulicy
gwiazdy rzucają w nas
kasztanami
Niesiesz mnie
po schodach
prosto na księżyc
Zawieszona
nad głęboką ulicą
uczepiona
żelaznej skały
balkonu
bała się zejść
w dół
Myślała
zatopią mnie fale
zimnych uśmiechów
obojętnych spojrzeń
Wreszcie
bardzo ostrożnie
po drabinie
czułych rzęs
Dno ulicy
było ciepłe
Kobiety niosły
w dużych brzuchach
owoce zmroków
Dziewczęta zakwitały
w dłoniach ukochanych
jak czereśnie
Mali chłopcy galopowali
na gorących koniach
wiatru
Można było
nieść na głowie
słońce
Nikt nie pokazywał
palcami
Oto ręce
które widzą
i słyszą
Kładzie je
na swoim brzuchu
jak na kuli ziemskiej
Nasłuchują
jak stuka
niecierpliwie
małymi piąstkami
jakby chciało powiedzieć
Otwórz
chcę zobaczyć
światło