Zawieszona
nad głęboką ulicą
uczepiona
żelaznej skały
balkonu
bała się zejść
w dół
Myślała
zatopią mnie fale
zimnych uśmiechów
obojętnych spojrzeń
Wreszcie
bardzo ostrożnie
po drabinie
czułych rzęs
Dno ulicy
było ciepłe
Kobiety niosły
w dużych brzuchach
owoce zmroków
Dziewczęta zakwitały
w dłoniach ukochanych
jak czereśnie
Mali chłopcy galopowali
na gorących koniach
wiatru
Można było
nieść na głowie
słońce
Nikt nie pokazywał
palcami
Gdybyś był blisko
dałabym ci
tę pierwszą poziomkę
Mówiłabym
Weź najmilszy
to jest kropla słońca
Ty jesteś daleko
a poziomka ma kształt
łzy