Zawieszona
nad głęboką ulicą
uczepiona
żelaznej skały
balkonu
bała się zejść
w dół

Myślała
zatopią mnie fale
zimnych uśmiechów
obojętnych spojrzeń

Wreszcie
bardzo ostrożnie
po drabinie
czułych rzęs

Dno ulicy
było ciepłe

Kobiety niosły
w dużych brzuchach
owoce zmroków

Dziewczęta zakwitały
w dłoniach ukochanych
jak czereśnie

Mali chłopcy galopowali
na gorących koniach
wiatru

Można było
nieść na głowie
słońce
Nikt nie pokazywał
palcami


Pocałunki ukryte 
w granatowym krzaku
w koszu deszczu
Cicho
Ktoś idzie
Serce Ciemnej Bramy
Zmiłuj sie nad nimi

Pocałunki krople słońca
Nieskończoność
pachnie macierzanką

Pocałunki gorace skrzydło ognia
im uległe powietrze
noc
dzień
Poza nimi nie ma
ani ziemi
ani nieba
ani samotności

Pocałunki puch topoli
Śpij spokojnie
Jestem z tobą

Będę z tobą
gdy odejdzie mrok

Pocałunki srebrne
siadające na włosach
jak szron

Pocałunki daremne
Zaciskasz powieki
Nie oszukasz

Pocałunki czarne
oplątane ciasno
sznurkami lotów nietoperzy
żeby nie uciec