Zawieszona
nad głęboką ulicą
uczepiona
żelaznej skały
balkonu
bała się zejść
w dół

Myślała
zatopią mnie fale
zimnych uśmiechów
obojętnych spojrzeń

Wreszcie
bardzo ostrożnie
po drabinie
czułych rzęs

Dno ulicy
było ciepłe

Kobiety niosły
w dużych brzuchach
owoce zmroków

Dziewczęta zakwitały
w dłoniach ukochanych
jak czereśnie

Mali chłopcy galopowali
na gorących koniach
wiatru

Można było
nieść na głowie
słońce
Nikt nie pokazywał
palcami


Nigdy nie dowiem się
czy widzisz
tak samo jak ja
żółty łubin

Czy tak jak ja
czujesz
jego aksamitny zapach

Nie przekonam się
czy tak samo
słyszysz
szelest skrzydeł sowy

Nie sprawdzę
czy odczuwasz
to samo co ja
głaszcząc
kosmatą owcę

Nigdy nie dowiem się tego
choćbym oglądała twoje palce
pod słońce
albo dotykała ich
wargami