Zapalałeś 
oliwne lampki
pomidorów
na naszym stole

prostokątny księżyc
prześcieradła
naszym snom

Zapalałeś
białe lampy gęsi
w ciemnych rowach
mojej wyobraźni

czarne ziarnka liter
w moich wierszach
i każda płonęła
jak jeżyna

Nazywałeś mnie
światłem i ogniem
Która bez ciebie
nie umiem zapalić
w zwyczajnym piecu

Bez ciebie
jestem ślepym nietoperzem


W nim 
zawiązuje się
owoc żywota

Wielka sina śliwka
człowiecza
zaplątana
we fioletowe łodygi

Elastyczny
rozciąga się
rozszerza
napina
półkolistym łukiem
jak sklepienia
romańskich świątyń

Ogromnieje
z dnia
na zdzień

Jedyne prawdziwe
źródło nieskończoności

Worek życia

Przez zarazy
głody
wojny
niesie początek świata