Zapalałeś 
oliwne lampki
pomidorów
na naszym stole

prostokątny księżyc
prześcieradła
naszym snom

Zapalałeś
białe lampy gęsi
w ciemnych rowach
mojej wyobraźni

czarne ziarnka liter
w moich wierszach
i każda płonęła
jak jeżyna

Nazywałeś mnie
światłem i ogniem
Która bez ciebie
nie umiem zapalić
w zwyczajnym piecu

Bez ciebie
jestem ślepym nietoperzem


Twarz jego jest bohaterska
kiedy mówi
ja buduję socjalizm

I lekceważąco wzrusza ramionami
patrząc na nowy obrazek
zawieszony na ścianie
kochającymi rękami

To nieważne
mówi

Dla niego nieważny jest
kolorowy talerz z jabłkami
szalik w niebieskie gwiazdki
czerwone buciki dla dziecka

On unosi się ponad tym
lekko
jak piórko indycze