Nic ci tu nie grozi
Czyżyk cię nie zbudzi
Słonecznik nie oślepi
Trzmiel nie ogłuszy
Pokrzywa nie użądli
Rozchodnik nie poparzy
Mrówka nie dogoni
Konik polny nie stratuje
Nic ci tu nie grozi
Myśl o słońcu nie porazi
Marzenia nie zatrują ciemności
Pragnienie nie zmoże
Tęsknota nie ukrzyżuje
Dzień najdłuższy nie znuży
Noc samotna nie znęka
Nic ci tu nie grozi
Nie ma do ciebie dostępu
groza przepaści
rozpacz bezmiaru
przerażenie nicością
Przed wszystkim cię chronią
ściany mojego brzucha
Tu się wszystko zaczyna
i wszystko kończy
Obnażone ciało
nie służy
pieszczotom
Rozwarte uda
nie oczekują
rozkoszy
Cieniutkie trawy
miłosci
zamieniły się
w sine wodorosty
Szept najcichszy
w krzyk
Zęby rysują
na skórze
czerwone półksiężyce
Samica gryzie
własne łapy
Nie gaśnie
czarne piekło
brzucha
Pod napalmem bólu
rozpada się
wstyd i godność
Białe ściany
białe fartuchy
patrzą obojętnie
jak ludzkie zwierzę
uczy się wyć
Jak rośnie w nim
nienawiść
do nasienia nadziei
Wrośnięte korzeniami
w ciemność
nie chce wyjść
na światło
Jakby wiedziało
że rodzi się po to
żeby umierać
nie do ujarzmienia
huczy
pod gorącym niebem
skóry
Jeszcze chwila
a rozsadzi
zaciśnięte źrenice
i wybuchnie
oszalałe morze pożaru
Jeszcze chwila
a rozerwie
niebieskie strumienie
nerwów
i zacznie się
potop ognia
Jeszcze chwila
a wtedy
zanurzasz się
we mnie
jak w płonącej rzece