Najsmutniej pogodzić się
z szafą
uśmiechającą się
bezmyślnie
złotymi słojami
Czy można
uciec
przed dniem
Najtrudniej uwierzyć
w pierwszy krzyk
tramwaju
W twoich dłoniach
śpią jeszcze
godziny ciszy
Najciężej przekroczyć
wysoki próg
dziennych spojrzeń
uśmiechów
gestów
Twoje ucho
jest przytulne
jak dziupla wiewiórki
Najgorszy jest
lęk
czy można żyć
dniem
Jest ściana
biała
cytrynowa
niebieska
na niej Chrystus
z sercem czerwonym
na dłoni
albo jeleń ryczący
albo dama
mistrza Weneziano
przy niej stół
z pomidorami
lampa
na długiej łodydze
albo łóżeczko dziecka
Ściana miłości
modlitwy
gniewu
Schronienie
przed wiatrem
Ucieczka
przed złym psem
Jest ściana
porośnięta fasolą
dzikim winem
pnącą różą
pod którą leży się
w słońcu
Jest ściana
z czerwonej cegły
między dwoma barakami
Ściana Wciąż Żyjącej Śmierci
Jak wrócić
do ściany
gdzie stoi łóżeczko
żywego dziecka
nie do ujarzmienia
huczy
pod gorącym niebem
skóry
Jeszcze chwila
a rozsadzi
zaciśnięte źrenice
i wybuchnie
oszalałe morze pożaru
Jeszcze chwila
a rozerwie
niebieskie strumienie
nerwów
i zacznie się
potop ognia
Jeszcze chwila
a wtedy
zanurzasz się
we mnie
jak w płonącej rzece