Najsmutniej pogodzić się
z szafą
uśmiechającą się
bezmyślnie
złotymi słojami
Czy można
uciec
przed dniem
Najtrudniej uwierzyć
w pierwszy krzyk
tramwaju
W twoich dłoniach
śpią jeszcze
godziny ciszy
Najciężej przekroczyć
wysoki próg
dziennych spojrzeń
uśmiechów
gestów
Twoje ucho
jest przytulne
jak dziupla wiewiórki
Najgorszy jest
lęk
czy można żyć
dniem
Szliśmy przez wrzosy
oplątane babim latem
Byliśmy bardzo młodzi
trzymaliśmy się za ręce
On mówił
że mnie kocha
Dnia jednego
kiedy przekwitał wrzos
zabił się
We śnie
często idę z nim przez wrzosy
Trzymamy się za ręce
babie lato oplątuje nam twarze
Wiesz mówię
miałam taki zły sen
śniło mi się
że nie żyjesz