Najpierw rozplatała
nerwy
które zaczęły płynąć
pod jej skórą
luźno i miękko
jak tasiemki
Potem wyłączyła
jego głos
zapach akacji
blask powietrza
ciszę
Patrzysz
prosto w słońce
powiedział
Oślepniesz
Milczała
Zamknął jej powieki
palcami
jak się zamyka
zepsutym lalkom
albo umarłym
Wystarczy
drobna iskierka
wzruszenia
aby buchnął płomień
w olbrzymiej retorcie
brzucha
W pokręconych przewodach
toczą się
płyną
huczą
rozcieńczone uczucia
choćby były twarde
jak kryształ
Wzbierają strumienie
potoki
rzeki
rozgorączkowanego śluzu
znajdujące ujście
w morzu łez
w morzu słów
w morzu milczenia
Pali się
ogień bebechów
Jedyny ogień
który bez tlenu płonie
jak chemiczna czysta
materia pożaru
Nie ugasi go
lód
obojętnej myśli
Wielka chemia trzewi
produkuje
najwyższą temperaturę
namiętności
Gruczoły wydzielają soki
nienawiści
strachu
pożądania
Tryska
gejzer histerii
roztopiony bursztyn
żółci
Burzy się
adrenalina
dziewiąta fala
gniewu
Nabrzmiewa
ogromna róża
wątroby
A serce
jak obojętna pompa hydroforu
tłoczy krew
na wszystkie piętra
rozdygotanego budynku
aby utrzymać w nim
mimo wszystko
temperaturą 36*6'C
Bezdomni z niespełnioną pieszczotą
wśród obojętnych stolików i ludzi
Biedniejsi o ławkę
pod zielonym drzewem
którą zabrał mróz
Płonącymi oczami
mówimy sobie rzeczy
nieogarnięte słowem
Zanurzam się w mowie Twych oczu
jak trzmiel kosmaty
we wrzosie
Czuję jak pęcznieją wargi
a spragnione palce
rąk miłych szukają
Jak bezwolnieje ciało
i nie broni oczom Twoim
rozbierać sukien które dzielą
Tulisz mnie nagą
kasztanami żrenic
Nie zasłaniaj oczu
prosisz
Lecz oczy moje
rozpalone pieszczotą
są jak płomienie
Jeżeli ich nie zasłonię
podpalą
tych ludzi obojętnych
Wtedy zobaczą, że
jestem naga
i spojrzeniom
pierś
ustom Twoim podaję
jak jabłko