Jest dla niej
bardzo dobry
W pociągu pełnym ludzi
zawsze znajdzie miejsce
przy oknie
Sam w korytarzu stoi
nad gazetą się kołysze
Kiedy deszcz pada
swój płaszcz jej oddaje
Mówi
Nic mi nie będzie
Oddałby jej
swój sen
swoje oczy
Jest dla niej
bardzo dobry
mówią
Czego ona jeszcze chce
A ona nic nie chce
Uśmiecha się do niego
i płacze
Z płonącą świecą
na odwróconej dłoni
płynęła
czarnym powietrzem sceny
jak kolorowa ćma
Unosiła się na palcach
co raz wyżej
wśród nie istniejących gałęzi
Może na liściu
albo na piórku ptaka
zawisł
ten zagubiony pierścień
Cieniutka nitka płomienia
oplatywała swoje biodra
Może w zielonych fałdach
sukni
ukrył się pierścień
Giętkie jej palce rozdzielały
niewidzialne pasemka trawy
skrzydełka śpiących świerszczy
Nisko nad ziemią rysowała
ostatnie koła blasku
zagubiona
wśród czarnych traw
jak jej zaręczynowy pierścień
Nieruchomiała
jak zmęczony ptak
Nawet kiedy wybuchły oklaski
trwała nieruchoma
z twarzą przytuloną
do niewidzialnych kaczeńców
Przychodził nocą
Zabierał jej włosy
śpiące w mroku
Zabierał
bursztynowy półksiężyc
brzucha
Zanurzał się w niej
jak chrząszcz
w płonącej nasturcji
Zamykał ją w dłoniach
ciasno szczelnie
Nie czuł
że się wymyka
Nie słyszał
jak odchodzi
Nie stukały obcasy
zielonych pantofli